czwartek, 20 października 2016

Wełniane dywany - doskonała jakość w Twoim domu

   Kiedy urządzasz mieszkanie czy dom, zawsze przychodzi pora na wybór dywanu. Niektórzy są minimalistami w tym zakresie - uznają tylko małe, jednolite chodniki w przedpokojach czy kuchni, inni nie wyobrażają sobie salonu i sypialni bez podłogi ozdobionej wielkim, wzorzystym dywanem.
Kryteria wyboru będą więc różne. Niezależnie jednak od rozmiaru i kolorystyki, ważna jest jakość dywanu. Kupując mamy do wyboru te syntetyczne i naturalne, wykonane z wełny. Ja zdecydowanie skłaniam się ku naturalnym, wełna bowiem to włókno miękkie, miłe w dotyku a jednocześnie bardzo wytrzymałe i sprężyste. Runo takiego dywanu nie wyciera się nawet po bardzo długim użytkowaniu, dzięki czemu dywan przez lata wygląda jak nowy. Wersje syntetyczne (polipropylenowe, akrylowe bądź poliestrowe) są co prawda tańsze, ale też dużo twardsze, mnie sprężyste, a co za tym idzie, mniej komfortowe. Runo ulega tu dość szybkiemu wytarciu. Takie dywany nie chronią też tak skutecznie jak wełna przed chłodem od podłogi. Nie oszukujmy się -  dywan syntetyczny to nie jest zakup na lata, jakością bowiem nie dorównują naturalnym.
   Dywan dla pomieszczenia jest jak rama dla obrazu. Dobrze dobrany podkreśli styl i charakter wnętrza. Te, które chciałam Wam dzisiaj pokazać, to dywany marki WhiteOaks. Zachwyciliśmy się nimi. Doskonała jakość idzie tutaj w parze z elegancją, która nawiązuje do stylu New Hampton. Naszym absolutny faworytem jest dywan Imperial Trellis (zdjęcie nr 3). Ręcznie wykonany o wyrafinowanym wzorze i klasycznej kolorystyce. Piękny:)
Dywany WhiteOaks to również propozycja dla fanów looftowych klimatów i osób poszukujących dywanów do pokoików dziecięcych. Wszystkie wzory łączy element wspólny - doskonały materiał i  jakość wykonania. Polecamy:)

PS: Do końca października udzielamy 5% rabatu na każdy zamówiony dywan. Jeśli chcecie z niego skorzystać, wystarczy napisać do nas maila: kontakt@sweetvillage.pl :)


















Pozdrawiam Was ciepło!
Aga ze Sweet Village

środa, 12 października 2016

Suszone zioła i pomidory w kubkach


  Pierwszy raz suszyłam zioła, pierwszy raz też postanowiłam posadzić na jesieni pomidory. Do suszenia zapału specjalnie nie miałam, ale zwyczajnie szkoda mi było wyrzucić zielne krzaczory, sadzone wiosną w ogródku, by chroniły od różnych szkodników warzywa. Tymianek, szałwia, kilka rodzajów mięty, oregano i bazylia. Wszystko wymyłam, wysuszyłam i zapakowałam do słoików. I powiem Wam, że warto było. Przekonałam się po wczorajszym sosie z własną mieszanką przypraw. Był jakiś taki intensywniejszy, naprawdę bardziej aromatyczny.

  Pomidory zaś to zupełny przypadek. Szperając w szufladach komody znalazłam paczuszkę niewykorzystanych nasion. 'Co się będą  marnować', pomyślałam. Tym sposobem na kuchennym parapecie mam teraz, w październiku, kilkanaście, już całkiem sporych okazów z pierwszymi pomidorkami. Byłoby fantastycznie móc jeść własne, niepryskane przez zimę:) Dodatkowo zyskałam świetną ozdobę kuchni. Mam ostatnio hopla na punkcie połączenia mięty z żółtym - dlatego roślinki wsadziłam w kubki, miski i doniczki właśnie w takich kolorach. 

A Wy macie na parapetach domowych jakieś uprawy?
PS: Jeśli jeszcze nie wiecie, to śpieszę powiedzieć, że do 14.10. trwa promocja na ceramikę Ib Laursena :)
Wpadnijcie tutaj










Pozdrawiam Was ciepło!
Aga ze Sweet Village