środa, 31 sierpnia 2016

Ogórki kiszone i inne frykasy czyli czym będę karmić i leczyć rodzinę w zimie

  Spiżarnia pełna, lubię ten stan. Jedyne co jeszcze przede mną do wykonania to pulpa pomidorowa. Cała reszta już siedzi w słoikach :)
W produkcji przetworowej niezmiennie co roku wkurza mnie konieczność czyszczenia słoików. Smarują te etykiety jakimś dziadostwem, które nie chce się zedrzeć nawet po namaczaniu. Ale gdy się z tym człowiek upora, poszoruje kilka ładnych minut druciakiem, to pozostaje już tylko całkiem przyjemna część pracy:) Co prawda, by finał zakończyć sukcesem, trzeba wykazać się jeszcze znaczną porcją cierpliwości, którą przyznaję - nie grzeszę. Dlatego mam jedną żelazną zasadę - nigdy, ale to absolutnie nigdy nie zaczynam robienia weków ze złym humorem. Wkurzona, rozdrażniona śpieszę się i zwyczajnie popełniam błędy - zapominam wyparzyć słoiki albo za dużo dodam cukru. Zdarzyło mi się też wylać cały gar przypalonych powideł śliwkowych....I właśnie wtedy postanowiłam, że nigdy więcej nie zaczynam wekowania w złym nastroju. Tym sposobem zdarza się, że produkcja przetworów jest rozproszona w czasie i trwa dość długo:)
Za to teraz nie potrafię się nie uśmiechać, za każdym razem gdy spoglądam na spiżarniane półki. Uśmiecham się, bo wiem, że te zapasy sprawią rodzinie dużo przyjemności zimową i jesienną porą. Cieszy mnie, gdy moje chłopaki zajadają do obiadu kiszone ogórasy, a Jasiek mlaszcze przy tym mówiąc " pysia, no pysia". 
Sok z malin już poszedł w ruch bo jest po prostu niezastąpiony w przeziębieniach, a to przypałętało się do nas dwa dni temu. Wiecie, jaka to radość, że sama zrobiłam, to czym leczę syna? Nie jakieś tam kupne niby-soki z benzoesanem czy syropem glukozowo-fruktozowym. Tylko mój, własnoręcznie wyciskany. Dobry i zdrowy. To jest satysfakcja. I ten smak. Spróbujcie, polecam. A jeśli nie jesteście wprawieni w temacie, skupcie się tylko na jednym rodzaju np. na wspomnianym soku malinowym. Przepisów w necie jest mnóstwo więc nie będę tutaj zamieszczała kolejnego. Gwarantuję, że jeśli wyjdzie Wam pierwsza partia, to złapiecie bakcyla i za rok będziecie chcieli więcej:)


















Pozdrawiam Was ciepło!
Aga ze Sweet Village

czwartek, 4 sierpnia 2016

Salon rodzinny

  Kiedy wprowadzałam się do naszego domu, nie sądziłam, że urządzenie tak dużej przestrzeni, może sprawić jakiś kłopot. Nie żebym, marudziła, ale przyznać muszę, że w mieszkaniu 40 metrowym już kilka drobiazgów potrafi zrobić klimat całego salonu czy kuchni. Tutaj, postawienie kolorowych wazonów czy filiżanek na blacie to za mało, bo zwyczajnie gubią się one w pomieszczeniu. Powierzchnia ścian też znacznie większa, więc przyznam, że po powieszeniu zdjęć rodzinnych i grafik, nadal mam poczucie niedosytu.  Cóż, trzeba będzie wykombinować nowe dekoracje, a tym czasem mogę nacieszyć oko częścią salonu, gdzie zawisły zdjęcia i grafiki. Jak Wam już wspominałam w poprzednim poście, dwie z trzech wiszących grafik to moje dzieło:) Długo szukałam odpowiednich plakatów. Uparłam się na konkretne dwa, szczególnie mi bliskie teksty.  A że nigdzie nie mogłam takich znaleźć to sama zaprojektowałam i wydrukowałam grafiki. Z efektu jestem bardzo zadowolona. Mam nadzieję, że Wam również się podoba:)

A czy Wy lubicie, gdy dużo dziaje się na ścianie? Czym je ozdabiacie? Ja nie wyobrażam sobie zupełnie 'gołych ścian', ale znam osobę, która nie wbije ani jednego gwoździa, bo 'ściana się zniszczy' :) Jak jest z tym u Was?


















Pozdrawiam Was gorąco!
Aga ze Sweet Village