piątek, 9 października 2015

Co ma glut pod nosem do jesiennych pasteli?

Ten post, zanim dzisiaj go ujrzeliście, powstawał kilka ładnych dni.  Wiecznie coś mi nie pozwalało go dokończyć, a sprawy to były mocno wkurzające typu zepsuty komp i zmywarka, spalony piec czy cieknący kran w łazience. Nie wszystkie problemy udało się załatwić ( np, z góry przepraszam, za mogące pojawić się w tym tekście literówki, gdyż mój kochany komputer wciąż jest w stanie agonalnym, a ja zostałam zmuszona posługiwać się wersją pożyczoną zawierającą dziwnie zamieniającą litery i znaki klawiaturę :)). Wracając do posta - bytował sobie tak w zawieszeniu ponad dobry tydzień, pierwsza więc jego część niestety trochę się zdezaktualizowała.... W oryginale bowiem zaczynał się tak: "O takiej jesieni zawsze marzę, taka powinna być!  Mój M. twierdzi nawet, że właśnie taka pogoda jest idealna dla niego przez cały rok. Nie za gorąco, nie za zimno czyli w sam raz.  Staram się wiec nie myśleć, że lada chwila przywlecze się do nas jakiś zimny prąd wschodni i przyciągnie przeszywające wiatry, pluchę, dżdżenie i pociąganie zagluconym nochalem. Póki co pozytywnie nastrojona wprowadzam nową porę roku do  naszego domu. I wcale nie będą to barwy musztardy, odcienie śliwki czy brązu, bo ja się w takiej kolorystyce zupełnie nie odnajduję. Pozostaję więc wierna swoim pastelom, choć przyznaję, że poddam je lekkiej metamorfozie:) Zasady są trzy - ma być jasno, przytulnie, naturalnie. Tak, by nawet największa plucha czy wiatr, kiedy już przyjdą, nie zepsuły dobrego humoru:)".... No i masz babo - raptem tydzień później witam u swego progu szarówę, wiatrzysko a pod nosem solidnego gluta:(  Na szczęście teraz, wsuwając się pod koc z książką czy przygotowując gorący rosół na to paskudne przeziębienie, mogę cieszyć się przytulnym przyjemnym widokiem jesienno-pastelowych klimatów, jakie zdążyłam wprowadzić do swej kuchni. Jest trochę mięty, pudrowego różu, szarości. Do tego sama natura: dynie, śliwki, orzechy no i oczywiście kwiaty. O tej porze roku obowiązkowo wrzosy i chryzantemy:) Nie powiem, że lubię chorować, ale w takim otoczeniu jakoś łatwiej to znieść i nawet buczenie nie do końca naprawionej zmywarki tak nie wkurza:)



Pozdrawiam Was ciepło!
Aga ze Sweet Village

5 komentarzy:

  1. Faktycznie kolory pastelowe ale tak pięknie uchwyciłaś je na zdjęciach, że czuje się jesień :-)
    Miłego weekendu życzę!
    Pozdrawiam Lawendowa :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i również życzę miłego odpoczynku:)

      Usuń
  2. Przepiękne zdjęcia, wszystko niesamowicie dopracowane ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, cieszę się, że się podoba. Pozdrawiam bardzo serdecznie:)

      Usuń
  3. Bardzo mi się podobają Twoje jesienne pastele.. brązy, żółcienie, musztardowe to też nie moje kolory:)
    Pięknie zaaranżowane zdjęcia.. :))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń