piątek, 11 kwietnia 2014

Baby, ach te baby......

No i Sezon Wielkanocny rozpoczęty. A ja oczywiście kombinuję, jak to w tym roku ma być. Jedzenia nigdy za dużo na święta nie robię - tę przyjemność pozostawiam swojej mamie:) Barszczyk, pasztecik - to jej specjalności. Dla mnie pozostaje temat słodkości. Od paru lat uparłam się, że będę zawsze na Wielkanoc robiła mazurki. Uwielbiam wygląd i smak tych ciast, a i przepisy są proste w wykonaniu. Niestety co roku zdarza się coś, co uniemożliwia wykonanie dzieła mazurkowego. Ale jestem nie zrażona - robię kolejne podejście:)
Póki co - przywlokłam do domu cudne baby. A raczej babeczki, mini babunie. Jak je zobaczyłam to wiedziałam, że będą moje:) Normalnie nie jestem fanką bab piaskowych, nigdy też jakoś nie gościły na stołach maminych czy babcinych. Ale te, przez swój mini rozmiar, absolutnie podbiły moje serce. I do tego nie mają żadnych dziwnych substancji w składzie - tylko jaja, mąka, cukier, masło. Nie mogłam więc sobie odmówić i zarezerwowałam kilka na święta. Będą cudną dekoracją stołu. 








Okres przed Wielkanocą kojarzy mi się również z wielkimi wiosennymi porządkami. I o ile porządkowanie szaf i zamienianie grubych swetrów i golfów na przewiewne sukienki jest dość przyjemne, to wiosenne mycie okien jest czynnością przeze mnie nielubianą od zawsze.  No, ale czasem trzeba, prawda? Za to od razu uśmiech mam na twarzy na myśl o barszczyku wielkanocnym. Najlepszy oczywiście robiła babcia. Wiązał się z tym cały rytuał  - po zakwas trzeba było bowiem pójść do leciwej cioci Gieni, która zaopatrywała w niego całą okolicę. Mieszkała ona w małej, lekko rozpadającej się chałupince, obrośniętej krzaczorami, jakimś zielskiem i drzewami z niskokładącymi się gałęziami. Zawsze czułam dreszczyk emocji i odrobinę strachu, kiedy wyruszałam na drugi koniec ulicy, by wypełnić misję napełnienia pustej butli wręczonej przez babcię. Podejrzewałam bowiem skrycie, że ciocia ma coś wspólnego z dziwnymi mocami, a jej dom to miejsce wytwarzania magicznych mikstur. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że zawsze zastawałam ciotkę mieszającą coś w wielkich, dziwnych garach, które oglądałam ukradkiem zza kotary oddzielającej malutką kuchnię z palnikami od pokoiku, gdzie przyjmowała mnie ciastkami. Do kuchni wchodzić nie pozwalała, a ciastka, którymi raczyła zawsze smakowały jakoś dziwnie. Wygląd samej ciotki również był dość osobliwy - wiecznie w chuście na głowie, wielkich okularach niczym denka od słoików i przedziwnych sukienko-fartuchach do samej ziemi. Żeby było mało, co jakiś czas przemykały przez ciocine podwórko białe i czarne koty. Przyznacie, że wyobraźnia dziecięca miała nad czym pracować:) Za to jaka dumna byłam, jak wróciłam z pełną butlą:) A barszcz, taki zdobyczny, smakował po prostu bosko..... No , rozmarzyłam się, a tu okna czekają! Ach, ta proza dorosłości......

Pozdrawiam Was ciepło!
SweetVillage








11 komentarzy:

  1. Jak ja lubię te twoje opowieści w postach:-) a babeczki cudne lubię takie miniaturki w okresie wielkanocnym przepadam w piekarni gdy widzę babeczki cytrynowe normalnie jak dzieciak i niby ide po jedna do koszyczka a kończy się na kilku hi hi buziaki Aguś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak byłam mała to myślałam,że może pisarką zostanę - stąd pewnie ciągota do wplatania w posta opowieści:) A z babeczkami mam tak samo:) Buźka

      Usuń
  2. Czytałam z zapartym tchem opowieści o ciotce :) Fajne wspomnienie :))
    I na mnie okna czekają ale jest tak zimno,że mi się nie chce ich myć,na razie przynajmniej ;p
    Miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciotka wymiata:) Tobie też miłego weekendu:)

      Usuń
  3. Jeeej chciałabym mieć chęci, żeby tak pięknie dekorować dom. Na chwilę obecną zadowolę jednak wszystkich moimi poczynaniami kulinarnymi a raczej cukierniczymi, obiecałam mamie, że słodkości na stół świąteczny
    zapewniam ja, więc jeżeli masz jakiś fajny przepis na mazurka to podrzuć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkrótce będzie przepis na mazurka:) mam nadzieję:)

      Usuń
  4. Nie ma nic wspanialszego niż kraina dziecięcej wyobraźni... magiczny czas. A baby u Ciebie też są magicznie apetyczne ;) Trafiłam tu za nominacją z "Chaty pod szarą gwiazdą" i bardzo mi się Twoje turkusowe domostwo spodobało :)
    Cieplutko pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie mi miło, że Ci się tutaj podoba, mam nadzieję,że rozgościsz się na dłużej:) A jeśli chodzi o dziecięcą wyobraźnię - czasem żałuję, że już jej nie mam. Kiedyś życie było naprawdę magiczne:)

      Usuń
  5. Witaj
    Trafiłam do Ciebie poprzez Chatę pod szarą gwiazdą i jeśli pozwolisz, będę częstym gościem.
    Bardzo mi się u Ciebie podoba :)
    Pozdrawiam. viola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Viola, bardzo się cieszę:) I zapraszam jak najczęściej!

      Usuń
  6. Niezwykle urokliwe te babeczki:-) Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń