środa, 30 kwietnia 2014

RUSZAMY W MAJU :)

Decyzja o otwarciu sklepu SWEET VILLAGE została podjęta jakiś czas temu. Pozostawało pytanie kiedy to nastąpi, a odpowiedź mamy już teraz:) Kochani wszem i wobec mogę ogłosić, że PO MAJÓWCE ROZPOCZYNAMY! Odpocznijcie więc na tych rowerach, górskich szlakach, mazurskich łódkach, rodzinnych piknikach, przy ogrodowych grillach. A jak już się zrelaksujecie i pozytywnie naładujecie energią - to zapraszam na buszowanie po nowiutkich, pachnących świeżością i miętą półkach SKLEPU SWEET VILLAGE :) Adres strony i wszystkie szczegóły - za kilka dni dostępne na blogu. Bądźcie więc czujni, bo Z OKAZJI OTWARCIA przewidziane są PROMOCJE I RABATY :) A żeby zaostrzyć Wam apetyt - dzisiaj mała odsłona tego, co będzie można odnaleźć w Sklepie. Wybrałam dla Was kilka propozycji do kuchni, pokoiku Malucha oraz na wiosenne piknikowanie, bo przecież nareszcie mamy sezon na przebywanie na świeżym powietrzu :)



  1. Koszyk druciany okrągły Ib Laursen
  2. Lampa Fishing Clay Garden Trading
  3. Chlebak emalia Vintage English Rose Ib Laursen
  4. Miska z dziubkiem Mint Ib Laursen
  5. Łyżki do sałat zestaw 3szt melamina Rice






  1. Kolorowy plakat ELEPHANT
  2. Wałek poduszka ozdobna GREAT TRIP Lela Blanc
  3. Maxi Bunny Dziewczynka Maileg
  4. Kosz okrągły wyplatany Bloomingville
  5. Lampa Morskie Bąbelki (stojąca) Lamps&Co.




  1. Kosz na piknik Retro wiklinowy
  2. Kubek Lavender i Mint melamina Rice
  3. Zestaw kolorowych widelców melamina Rice
  4. Talerz owalny Blossom & Berries melamina Rice
  5.  Łopatka do ciast w pastelowe kwiaty Katie Alice



Pozdrawiam Was ciepło!
Sweet Village

środa, 23 kwietnia 2014

Miętowe odświeżenie

Kochani, mam nadzieję, że odpoczęliście w te Święta i wróciliście do codzienności z mnóstwem pomysłów i energii:) Ja miałam Święta udane, choć z naprawą komputera w tle. W zasadzie to nie powinnam narzekać, bo to mój kochany M. spędził nad laptopem wieczór i poranek świąteczny, by przywrócić swojej żonie jej podstawowe narzędzie pracy. Bo ona (owa żona- czyli w tym wypadku ja), oczywiście obiecywałam sobie z miesiąca na miesiąc, że już teraz to na pewno zrobię back up dokumentów, zdjęć i wszystkich dupereli zalegających na kompie. Tak czas leciał, leciał, a obiecanki cacanki. I stało się - w Wielką Sobotę laptop zaprotestował i po prostu już się nie włączył. Oj, jak dobrze mieć takiego łebskiego męża! Biedak głowił się nad problemem nawet w nocy - śniły mu się te wszystkie errory i komendy, z których ja nic nie rozumiem. Dzięki niemu odzyskałam wszystkie ważne dokumenty, mogę znowu normalnie pracować i choć  trochę później, niż to planowałam, mogę wreszcie...... pokazać Wam odświeżoną wersję bloga:) Sweet Village przechodzi teraz z turkusu na miętową stronę mocy (ale turkusy nadal są lubiane:)). I choć to nie będzie ostateczna metamorfoza (kolejne w planach), to do obecnej wersji poczułam miętę:) 


http://www.paperblog.fr/6235066/decoration-de-mariage-vert-d-eau/


Pozdrawiam Was ciepło!
Sweet Village


piątek, 18 kwietnia 2014

Pastelowe śniadanie królików

Nareszcie są, czekałam na nie długo, a przyjechały z daleka. Urocze króliki i zające z Mailega. W samą porę można rzec - idealni goście na Święta Wielkiej Nocy :) Jak się domyślacie, przyjechały do nas z okazji zbliżającego się wielkimi krokami otwarcia sklepu Sweet Village! Zjawiła się dość liczna ekipa, a kilku gagatów postanowiło zajrzeć również do naszej kuchni. Nie pozostało nic innego, jak zaprosić ich na małe co nie co:) Jak przystało na porę wielkanocną, Króliki zażyczyły sobie po jajeczku :) Przyglądałam się im trochę w tym śniadaniowym anturażu i przyznać muszę,  że podbiły moje serce zupełnie. Postanowione więc - dwa króliki i jeden szarak zostają z nami już na stałe:)
A wracając jeszcze do tematów świątecznych - macie już wybraną aranżację stołu na śniadanie wielkanocne? Ja w tym roku postawiłam na połączenie mięty, różnych odcieniu turkusów, błękitów z nutą wanilii. Będzie podobnie, jak na zdjęciach z króliczego śniadania :) A za obrus posłuży mi moja stara chusta na szyję - jest waniliowa, z wplecioną gdzieniegdzie cieniutką złotą nitką. Mieni się cudnie, kiedy tylko chociażby lekko zaświeci słonce. Efekt cudny! Idealna oprawa dla barszczyku i innych pyszności:)










Pozdrawiam Was ciepło!
Sweet Village

środa, 16 kwietnia 2014

Cytrynowe smaki na Wielkanoc

Wreszcie udało mi się zrobić mazurka. Tak sobie myślałam wczoraj wieczorem. Zadowolona z siebie wsadziłam go do piekarnika. W przepisie jak byk napisane- "piec od 20 do 35 minut do zrumienienia". I to już powinno mnie zastanowić. To w końcu 20 czy 35 tych minut? No nic - nastawiłam na czas minimalny swój minutnik i polazłam na górę robić małe porządki w ciuchach. Coś mnie jednak tknęło i postanowiłam zajrzeć do kuchennych czeluści. Niestety tknęło mnie o jakieś pięć minut za późno, bo w piekarniku zastałam mazurka w kolorze gorzkiej czekolady, a bynajmniej takową substancją wcześniej go nie raczyłam. Czyżby to jakieś przekleństwo było? Mazurki to jedne z najprostszych ciast (jak dla mnie również jedne z najlepszych), a tu regularnie, od kilku lat, wszystko tak się układa na Wielkanoc, że mazurka ostatecznie na stole nie ma. O ile dobrze pamiętam pierwszy raz, gdy go upichciłam - zaliczyłam upadek ze schodów - oczywiście podczas niesienia mazurkowego dzieła:) - mój tyłek jakoś przeżył, ciasto już niestety nie. Potem było też nie ciekawie - a to choroba, a to niespodziewany wyjazd tuż przed świętami, no a rok temu, na kilka dni przed Wielkanocą,  urodził się Jaś, zrozumiałe więc, że nawet nie miałam głowy do podejmowania kolejnej próby...... 
Zaklęłam sobie pod nosem wyjmując spaleniaka z piekarnika. I tym razem miałoby się skończyć fiaskiem? - pomyślałam. O nie, no po prostu nie! Spalony jegomość wylądował w koszu, a ja zaczęłam wszystko od nowa. Skoro wyszperany przepis okazał się kiepskawy, musiałam pogrzebać jeszcze bardziej. Wiedziałam jedno - musi być cytrynowy. Wiele osób stawia w te święta na kajmak (który z resztą uwielbiam), ale ostatnio mam ochotę na smaki słodko-kwaśne, musiała więc być cytryna i już. Pokombinowałam - przepis na ciasto pochodzi ze starego, pisanego ręcznie przepiśnika mojej mamy, a masa - to wspaniały przepis na lemon curd od Doroty z http://www.mojewypieki.com/.  Mazurek wyszedł z piekarnika dziś o drugiej nad ranem. Teraz siedzi sobie w lodówce. Najlepszy jest po kilku dniach, jednak to co z łakomstwa zdążyłam już podjeść napawa mnie zadowoleniem. W końcu udało się:) Aaaa -  jakież to dobre!


Mazurek cytrynowy:

Lemon Curd:
  • 45 g masła
  • pół szklanki drobnego cukru (110 g)
  • 1 jajko, lekko roztrzepane
  • 1 łyżeczka otartej skórki z cytryny
  • 2 łyżki soku z cytryny
Masło rozpuścić, ostudzić. Dodać pozostałe składniki i zmiksować. Masę umieścić w szklanej miseczce, którą ustawić na rondelku z gotującą się wodą. Gotować w kąpieli wodnej mieszając, aż zgęstnieje. Przestudzić.

Ciasto kruche:
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • pół szklanki cukru pudru
  • kostka masła (schłodzonego w lodówce)
  • 3 żółtka
  • parę kropel esencji waniliowej (opcjonalnie)
W misce wymieszać mąkę, cukier, esencję wanilii i żółtka oraz posiekane nożem masło. Wszystkie składniki wyrobić jak najszybciej (im mniej ugniatania, tym lepiej dla ciasta). Owinąć folią i włożyć do lodówki na 30 minut. Po tym czasie ciasto rozwałkować i wyłożyć na dno blachy. (Ja nie wałkowałam - po prostu wylepiłam nim blachę, którą wcześniej wyłożyłam papierem do pieczenia. Moja miała wymiary 27 x 27cm). Następnie ciasto ponakłuwać gęsto widelcem. Piec około 20 minut w temperaturze 180 stopni do uzyskania złocistego koloru. Uwaga: w opcji z termoobiegiem na pewno trzeba zmniejszyć temperaturę, myślę że tak ok 160 stopni będzie ok.  Ciasto wystudzić, wysmarować wierzch zimną masą lemon curd
i obsypać migdałami. Wstawić do lodówki. Najlepszy podobno jest po kilku dniach. Tego jeszcze nie wiem - ale mogę zapewnić, że po czterech godzinach lodówkowania smakuje doskonale:)



PS: Turkusowo-błękitny talerzyk ze zdjęć to piękna melamina z wiosennej serii firmy Rice. (wkrótce do nabycia w sklepie SweetVillage.pl :))

Pozdrawiam Was ciepło!
Sweet Village

piątek, 11 kwietnia 2014

Baby, ach te baby......

No i Sezon Wielkanocny rozpoczęty. A ja oczywiście kombinuję, jak to w tym roku ma być. Jedzenia nigdy za dużo na święta nie robię - tę przyjemność pozostawiam swojej mamie:) Barszczyk, pasztecik - to jej specjalności. Dla mnie pozostaje temat słodkości. Od paru lat uparłam się, że będę zawsze na Wielkanoc robiła mazurki. Uwielbiam wygląd i smak tych ciast, a i przepisy są proste w wykonaniu. Niestety co roku zdarza się coś, co uniemożliwia wykonanie dzieła mazurkowego. Ale jestem nie zrażona - robię kolejne podejście:)
Póki co - przywlokłam do domu cudne baby. A raczej babeczki, mini babunie. Jak je zobaczyłam to wiedziałam, że będą moje:) Normalnie nie jestem fanką bab piaskowych, nigdy też jakoś nie gościły na stołach maminych czy babcinych. Ale te, przez swój mini rozmiar, absolutnie podbiły moje serce. I do tego nie mają żadnych dziwnych substancji w składzie - tylko jaja, mąka, cukier, masło. Nie mogłam więc sobie odmówić i zarezerwowałam kilka na święta. Będą cudną dekoracją stołu. 








Okres przed Wielkanocą kojarzy mi się również z wielkimi wiosennymi porządkami. I o ile porządkowanie szaf i zamienianie grubych swetrów i golfów na przewiewne sukienki jest dość przyjemne, to wiosenne mycie okien jest czynnością przeze mnie nielubianą od zawsze.  No, ale czasem trzeba, prawda? Za to od razu uśmiech mam na twarzy na myśl o barszczyku wielkanocnym. Najlepszy oczywiście robiła babcia. Wiązał się z tym cały rytuał  - po zakwas trzeba było bowiem pójść do leciwej cioci Gieni, która zaopatrywała w niego całą okolicę. Mieszkała ona w małej, lekko rozpadającej się chałupince, obrośniętej krzaczorami, jakimś zielskiem i drzewami z niskokładącymi się gałęziami. Zawsze czułam dreszczyk emocji i odrobinę strachu, kiedy wyruszałam na drugi koniec ulicy, by wypełnić misję napełnienia pustej butli wręczonej przez babcię. Podejrzewałam bowiem skrycie, że ciocia ma coś wspólnego z dziwnymi mocami, a jej dom to miejsce wytwarzania magicznych mikstur. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że zawsze zastawałam ciotkę mieszającą coś w wielkich, dziwnych garach, które oglądałam ukradkiem zza kotary oddzielającej malutką kuchnię z palnikami od pokoiku, gdzie przyjmowała mnie ciastkami. Do kuchni wchodzić nie pozwalała, a ciastka, którymi raczyła zawsze smakowały jakoś dziwnie. Wygląd samej ciotki również był dość osobliwy - wiecznie w chuście na głowie, wielkich okularach niczym denka od słoików i przedziwnych sukienko-fartuchach do samej ziemi. Żeby było mało, co jakiś czas przemykały przez ciocine podwórko białe i czarne koty. Przyznacie, że wyobraźnia dziecięca miała nad czym pracować:) Za to jaka dumna byłam, jak wróciłam z pełną butlą:) A barszcz, taki zdobyczny, smakował po prostu bosko..... No , rozmarzyłam się, a tu okna czekają! Ach, ta proza dorosłości......

Pozdrawiam Was ciepło!
SweetVillage








wtorek, 1 kwietnia 2014

Idzie nowe :)

Czy pamiętacie, jak wspominałam nie dawno o tym, że właśnie zakończyła się moja kilkuletnia przygoda z pracą w marketingu? Pisałam o tym TUTAJ. Napomknęłam Wam wówczas również, że pomimo nie miłego odczucia bycia bezrobotną, coś każe mi myśleć o istnieniu głębszego sensu, w tym co nas spotyka.  Szczerze w to wierzę. I z tą wiarą
(i odrobiną nadziei:)) zaczęłam obmyślać nowy plan działania. Na początek szybki bilans moich dotychczasowych zatrudnień. Uzbierało się trochę tego, nie powiem. A im dłużej nad tym myślałam, coraz bardziej do mnie docierało, że tak naprawdę, ale to naprawdę zadowolona byłam tylko z jednej. Dlaczego? Bo była spójna z moimi zainteresowaniami. Niby oczywiste powiązanie, ale to było dla mnie, jak odkrycie Ameryki:) Tym razem więc, zanim podjęłam jakąkolwiek decyzję, zadałam sobie ważne pytanie - Co mnie interesuje? Czym się fascynuję? No i mnie olśniło:)...... 
Znacie to uczucie, kiedy trafiacie na coś wyjątkowego i wiecie, że jest stworzone specjalnie dla Was? Niektórzy mają hopla na punkcie biżuterii, inni toreb czy nowinek ze świata elektroniki, ja mam tak z pięknymi przedmiotami do domu. I wtedy nie ma siły – to coś musi być moje:) Nie pamiętam dokładnie, kiedy rozpoczęła się fascynacja światem designu. Wiem tylko, że było to baaardzo dawno temu, w czasach kiedy odkładałam monety z kieszonkowego na zakup wymarzonego świecznika czy kosza z wikliny. Czasy i źródła inspiracji się zmieniły, gust ewoluował, pasja jednak pozostała. Dzięki niej wciąż z ogromną radością szukam, urządzam, upiększam. Postanowiłam więc ową pasję połączyć z życiem zawodowym i tym samym otworzyć Sweet Village - sklep on-line :) Jak się domyślacie, będzie to sklep z wyposażeniem i dekoracjami wnętrz. Mam nadzieję, że osoby ceniące, tak jak ja,  wyjątkowe przedmioty z duszą, lubiące na co dzień otaczać się pięknem, zawsze odnajdą tutaj coś dla siebie:) O tym, co będzie w sklepie, kiedy, jak i gdzie - już wkrótce:) W związku z powyższym również blog przejdzie wkrótce małą metamorfozę. Będzie teraz więcej o wnętrzach i ciekawych inspiracjach. Mam nadzieję, że będzie się Wam podobało! Póki co zapraszam serdecznie do częstego odwiedzania bloga oraz na mój FUNPAGE na FB. Będę przeszczęśliwa, jeśli klikniecie Lubię to! :)

photo- Ib Laursen



Pozdrawiam Was ciepło!

Sweet Village