piątek, 28 marca 2014

Czarna seria z kwieciem wiosennym w tle

Jeśli czytacie ten post to może jednak zdarzył się cud i wreszcie zakończyła się moja seria wpadek, pomyłek i okropnych zbiegów okoliczności. Błagam, żeby tak było, bo normalnie zacznę chyba wyć z rozdrażnienia! Nie wiem, czemu czasem się tak zdarza, że wszystko po kolei się psuje, nic się nie układa, a każda nawet najdrobniejsza rzecz zajmuje w cholerę czasu, choć normalnie nigdy nie nastręczała problemów. Mówię tutaj o tzw. czarnej serii zdarzeń. Macie czasem coś takiego? Ja właśnie zaliczyłam cały taki tydzień. Przykład? Bardzo proszę - kiedy w końcu mogłam umówić Jasia na badania - pielęgniarka zachorowała, chciałam ugotować indyka - w  moim pobliskim sklepiku nie dowieźli, zaplanowałam zrobienie wszystkich przelewów na konkretny dzień - akurat system zaplanował sobie w tym samym czasie konfigurację. Zamówiłam coś przez internet z odbiorem osobistym, choć prawie nigdy tego nie robię, ale byłam w pobliżu - i co? Tego jednego dnia pani od zamówień wyjechała na jakieś targi. (Oczywiście już następnego była na miejscu:)). Do tego zabrakło prądu kiedy piekłam, wyłączyli wodę kiedy prałam, nie mówiąc już o stłuczonych kubkach, zaplamionych bluzkach czy nieoczekiwanym braku żelu do golenia, kiedy człowiek akurat chciał ogolić sobie nogi. A to tylko drobne przykłady, bo o wszystkim nie starczyłoby czasu napisać. Dlatego jeśli czytacie ten post to może wreszcie passa została przełamana. 
Bo oczywiście tutaj też były mega problemy - a to brak dostępu do internetu, a to nagle (do tej pory nie wiem jak) skasowałam sobie całą treść bez zapisywania, nie mówiąc już o ilości niespodziewanych wylogowań, samoistnych wyłączeń przeglądarki,  blokadzie klawiatury i braku możliwości wczytania bloggera......













A  według planów post miał być o wiosennej potrzebie ukwiecenia sobie życia. Było tak -poszłam w sobotę po kwiaty - krokusy, szafirki i stokrotki. Tak sobie wykombinowałam, i tak się zaczęło....W kwiaciarni nie uświadczyłam żadnego z wymienionych. Poprosiłam o zamówienie. Kiedy wreszcie (po tygodniu chodzenia i dopytywania o kwiecie) udało się wczoraj zakupić coś, choć nie do końca to, co sobie wymyśliłam - odetchnęłam z nadzieją, że może wreszcie już wraca moja dobra karma. Przy płaceniu okazało się, że akurat dzisiaj mają awarię systemu płatniczego, a ja oczywiście bez gotówki.... Zdjęcia kwiatów, żeby nie było (choć jakimś fartem udało się je w ogóle zrobić) z nieznanych mi przyczyn technicznych - nie chciały się w ogóle wyświetlić na komputerze. Widzicie więc sami, że to cud, że to czytacie. Tym miłym akcentem kończę  - idę oddać pieniądze pani z kwiaciarni - była na tyle dobra, że pozwoliła mi donieść pieniądze na drugi dzień:)

Pozdrawiam Was ciepło!
Sweet Village





wtorek, 18 marca 2014

O firmie i tym, że w południe świeci słońce

No i stało się. Oficjalnie i niezaprzeczalnie od tygodnia jestem bezrobotna. Miałam o tym tutaj nie pisać, bo przecież praca w marketingu (czy też jej brak) nie wiele ma wspólnego z tematyką bloga. Tak myślałam. Prawda jest jednak inna, bo czy chcę, czy nie - fakt ten wpłynął  na moje stany emocjonalne, a co za tym idzie, na wszystko co robię i o czym tutaj piszę. Nie żebym, była zupełnie zaskoczona - przeczuwałam, że mojego powrotu do firmy raczej nikt w biurze nie przewiduje. Nie zmienia to faktu, że gdy człowiek staje się bezrobotnym, to czuje się... ...hmmmmm - co najmniej dziwnie. Jeśli więc chodzi o te stany emocjonalne  - muszę przyznać ścierają się jeszcze ze sobą dwa fronty. Z jednej strony słyszę w głowie, że to tak naprawdę super sytuacja, że wreszcie to szansa zająć się na poważnie tyloma ważnymi (dla mnie) sprawami, że przecież i tak ciężko było mi sobie wyobrazić powrót do biura według wcześniejszego systemu funkcjonowania (o którym wspominałam jakiś czas temu tutaj) mając malutkiego Jasia. Z drugiej jednak strony trochę przeraża brak stabilności. A tym bardziej właśnie myśli się o niej mając małe dziecko. Ot paradoks! Ale powiem Wam jedno, szczerze wierzę, że pewne rzeczy dzieją się w życiu nie bez przyczyny, że jest w tym wszystkim jakiś głębszy sens. I z takim właśnie nastawieniem codziennie obmyślam, co by tu wykombinować. Co z tego wyniknie - wkrótce się pewnie z Wami podzielę. Na razie  w mojej głowie układa się plan, trzymajcie więc kciuki za realizację :)
Tym czasem codzienne przyjemności tj.wspólne śniadania czy południowe spacery mogą trwać nadal. To takie drobne, pozytywne aspekty całej sytuacji. A dzisiaj w temacie śniadaniowym miała wiele do powiedzenia rzodkiewka. Wystąpiła w towarzystwie szczypiorku i serka białego. Uwielbiam ten zestaw - pyszny, zdrowy i zawsze ładnie wygląda na stole:) Będzie też spacer. A póki co, od dłuższego czasu u nas w południe zawsze świeci słońce:)




PS: Turkusowy pojemnik z dziubkiem oczywiście od Ib Laursena :)

Pozdrawiam Was ciepło!
Sweet Village

poniedziałek, 10 marca 2014

Pierwszy rok

Nasz synek dziś skończył roczek.  Jak dla mnie to niesamowite, czasem patrzę na niego i nie mogę uwierzyć, że mamy takiego cudnego szkraba, że tyle już umie, a przecież dopiero co wiercił się u mnie w brzuchu. Oj wiele się przez ten rok zmieniło w naszym życiu. Przede wszystkim pojawienie się Jasia wymusiło inny niż dotychczas rytm życia. Ja m.in. nauczyłam się również, że czas to wielki dar - i nie mówię tu tylko o czasie poświęconym dziecku, ale o takim, który dajemy sobie na bycie sam na sam np z własnymi myślami. Paradoksalnie bowiem, spędzając większą część doby z synkiem, nauczyłam się lepiej organizować w ciągu dnia i doceniać każdą chwilę relaksu, odpoczynku, którą udało się złowić. Dzięki Jasiowi też codziennie od samego rana (a czasem bladego świtu:)) jest śmiech i radość w naszym domu. No, żeby nie było aż tak cukierkowo -  nie raz pojawiają się też płacz, nerwy czy  podkrążone i spuchnięte oczy (bynajmniej nie Jasiowe). Ale to nic nie szkodzi - łzy wysychają, złość w końcu przechodzi, a pod oczy są przecież kremy:)
W weekend mieliśmy więc pierwszą imprezę urodzinową Jasia. Chciałam by było wyjątkowo, ale też tak 'zwyczajnie przytulnie' czyli po prostu po naszemu. Kolory miałam wybrane od dawna - bardzo lubię połączenie bieli z czerwienią i jaśniutkim, pastelowym błękitem. Takie też były  dodatki czy słodkości. A będąc przy słodkościach, muszę zdradzić, że postawiłam sobie w tym zakresie małe wyzwanie - zrobić samodzielnie tort urodzinowy. Miał nie tylko dobrze smakować, ale pełnić też funkcję ozdoby stołu. Wygląd - oceńcie sami, a co do smaku - powiem nieskromnie - połączenie kakaowego i malinowego smaku okazało się strzałem w dziesiątkę:) Jeśli chcecie spróbować zrobić podobny, przepis poniżej. Pierwszy też raz robiłam babeczki z kawałkami Michałków i kremem michałkowym. Polecam - przepis znalazłam na stronie mojewypieki u sympatycznej Doroty. A babeczki wyszły mocno kakaowe, więc dla mnie idealne:) Cóż goście dopisali, słodkości zjedzone, prezenty wręczone...... kolejny rok przed nami :) Sto lat synku!










Kakaowo-malinowy tort czekoladowy

Biszkopt kakaowy:
  • 5 jajek
  • 3/4 szklanki cukru
  • 2/3 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 1/3 szklanki kakao

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodać cukier a potem żółtka. Mąkę przesiać razem z kakao, dodać do ubitej masy. Delikatnie wymieszać szpatułką. Formę wielkośći 20-22cm wyłożyć papierem (samo dno), wylać delikatnie masę do formy. Piec w piekarniku nagrzanym do 160-170ºC około 35-40 minut. Po upieczeniu biszkopt  (uwaga!) zrzucić z wysokości 60 cm na podłogę (w formie). Wiem, że może to brzmieć dziwnie, ale biszkopt udał się - był równiutki, puszysty i zupełnie nic mu się nie stało po tym upadku:)
Na koniec włóżcie  z powrotem do uchylonego piekarnika i niech wystygnie. Zimny wyjąć z formy i pokroić na 3 blaty. 

Masa kremowa:
  • 250 g serka mascarpone
  • 250 ml śmietany kremówki 36%
  • 1,5 łyżki cukru pudru
  • 1 łyżeczka ekstraktu lub pasty z wanilii
Schłodzony serek mascarpone i kremówkę umieścić w jednym naczyniu, ubić do otrzymania gęstego kremu, pod koniec  ubijania dodając cukier i wanilię.

Masa malinowa:
  • 250 g malin ( mogą być oczywiście mrożone)
  • 1,5 łyżeczki żelatyny rozpuszczonej w minimalnej ilości gorącej wody
  • pół szklanki cukru
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1,5 łyżeczki mąki ziemniaczanej rozpuszczona w 1,5 łyżki wody 
W rondelku wymieszać owoce z cukrem, podgrzać do momentu rozpuszczenia się cukru. Dodać cytrynę, mąkę ziemniaczaną z wodą i chwilę jeszcze podgrzewać. Zdjąć z palnika i dodać rozrobioną żelatynę. Masę schłodzić, by zgęstniała.

Blaty kakaowe przekładać na zmianę masą kremową i owocową. Jeśli chcecie tak, jak ja ozdobić tort masą cukrową to na wierzchu nie kładziecie juz mas, a zostawiacie suchy biszkopt. Potem ozdabiacie masą cukrową według Waszej fantazji i wstawiacie do lodówki. Wyjmujecie tuż przed podaniem.

 PS:Przepis na biszkopt rzucany pochodzi z mojewypieki.pl.


Pozdrawiam Was ciepło!
SweetVillage

środa, 5 marca 2014

Grzebalcy niech żyją

Idzie wiosna, to czujemy już wszyscy. Dla niektórych oznacza to jednocześnie rozpoczęcie sezonu na.... grzebanie w ziemi. Dobrze obeznani z tematem pewnie właśnie  kończą ostatnie planowania nasadzeń, skompletowali już nasiona, nawozy, naprawili stare grabie czy łopaty tudzież dokupili nowe. Jakże takim grzebalcom zazdroszczę! Tej chęci oczywiście, bo ja to mam inną - mieć piękny ogród. Obie niby całkiem spójne, a ta druga bez pierwszej  wydaje się nie istnieć. Cóż z tego, skoro mój organizm nie umie wykrzesać do grzebania entuzjazmu. Nie kręci mnie to , nie czuję się dobrze z grabiami w ręku. Wyrywanie perzu i innego dziadostwa panoszącego się wokół naszego domu, to po mimo szczerych chęci - mała dla mnie frajda. Marzenie jednak o ogrodzie uparcie tkwi w głowie. Gdyby tylko tak samo się zasiało, przekopało....niech już pachnie wieczorem maciejką, niech pną się powojniki po pergolach a pod oknem niech króluje malwa.

źródło: Pinterest, Garden Trading
 



 Tyle tylko ,że nic się samo nie zrobi,  więc nie ma wyjścia - trzeba będzie zakasać rękawy i zaprzęgnąć się do ciężkiej pracy. Ale wszystko po kolei. W tym roku skupiamy się na warzywach i owocach. Mała szklarnia z pomidorkami, marchwią, ogóreczkami. Trochę ziół, obok jabłonka, brzoskwinia, może kilka krzaków malin. Taki jest plan, choć przyznam, że w kwestii sadzenia zieleni zielona jestem zupełnie. Nie wiem, co obok czego rosnąć powinno, jakie rośliny się nie lubią, które należą do tych uwielbiających kąpać się w słońcu, a które wolą chować się w chłodzie cienia.  Ale wszystko przede mną:)
A zanim przejdę do czynów - mała porcja ogrodowych inspiracji. Zarówno dla właścicieli ogrodów, jak i malutkich balkoników:) Wybraliście coś dla siebie?


 
1.Pojemnik drewniany na zioła, Garden Trading
2. Zestaw etykiet do warzyw, Garden Trading
3. Drewniany stół ogrodniczy, Garden Trading
4. Donice Dalia ze stemplem, Belldeco
5. Koszyk druciany na warzywa, Garden Trading
6. Konewka emaliowa, Garden Trading

Pozdrawiam Was ciepło!
Sweet Village