środa, 9 października 2013

Wrzosowy sezon kominkowy


Strasznie pracowita ta jesień, normalnie na nic nie ma czasu. Nie mogę się nadziwić, że już prawie połowa października - dni lecą jeden za drugim w tempie błyskawicy. Choć jak sięgam pamięcią wstecz, to zawsze początek jesieni związany był ze wzmożoną intensywnością prac ogólno-domowych – weki, suszenie grzybów, porządki czy ostatnie przedzimowe remonty. Tak było w moim domu rodzinnym , tak jest też u nas. Póki co podłogi białe – panowie płytkarze wykańczają nam balkony przed nadejściem pierwszych mrozów. Nawet nie wiem czy zdążę porządnie ogarnąć ten bałagan przed malowaniem, które zaplanowaliśmy na piętrze. Kolory jeszcze nie wybrane, więc spacerując czy gotując wciąż rozmyślam nad różnymi koncepcjami zaaranżowania góry. W międzyczasie przygotowuję butelki na przyszłe wino malinowe (które pyka sobie od kilku tygodniu w balonie), próbuję uporządkować spiżarnię, pochować letnie ciuchy a wyciągnąć ciepłe swetry, zakończyć produkcję weków czy zabezpieczyć rośliny przed zimą. Wieczorami ma się rozumieć, bo dzień należy prawie w całości do mojego urwisa – strasznie ostatnio rozbrykany, spać nie chce, liczy się tylko zabawa! Naprawdę zaczynam podejrzewać, że w nocy, podciąga z nas energię:) Na szczęście zawsze znajdzie się chwila (dosłownie!) na wspólne posiedzenie z filiżanką herbaty - najlepiej przy kominku. Co prawda ostatnie dni są ciepłe i nie ma potrzeby dogrzewania się, jednak u nas sezon kominkowy oficjalnie rozpoczęty. A patrząc na drewno, które czeka sobie spokojnie w koszyku na użycie, pomyślałam, że warto zmienić nieco wygląd kominka i nadać mu jesiennego charakteru. I tak powstał wrzosowy wianek, który w ubiegłą niedzielę udało się zmajstrować i zainstalować.

 
 

 
 




Wrzosy zawsze kojarzyły mi się z jesienią. Lubię te kwiaty bo są bardzo dekoracyjne, dlatego zadomowiły się u mnie również na parapetach.
A w międzyczasie – goście, goście, goście..... uwielbiam to, że tak chętnie do nas wpadają. Przyznam, że obawiałam się trochę przeprowadzki na wieś m.in  z powodu groźby braku ciągłego kontaktu ze znajomymi. A tu miła niespodzianka – paradoksalnie mamy więcej gości teraz, niż kiedyś, mieszkając w wielkim mieście. Tak jakoś się układa, z czego bardzo się cieszę. Po prostu klimat wiejski służy i przyciąga - nie ma to jak relaks na łonie natury:) Apropos natury- lecę z synkiem na szybki spacer, mam zamiar nałapać jak najwięcej promieni słonecznych, bo to pewnie już jedne z ostatnich w tym roku. Trzeba korzystać - już nie długo bury listopad, jedyny miesiąc, którego szczerze nie lubię. Choć w tym roku może będzie inaczej, może czeka mnie kolejna miła niespodzianka :)
 
Pozdrawiam Was ciepło!
SweetVillage

2 komentarze:

  1. bardzo zgrabny wianek! U mnie też ładnie by się prezentował, szkoda tylko, że mam dwie lewe ręce do takich robótek :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję:) Trochę praktyki i na pewno by Ci się udało:)

    OdpowiedzUsuń