poniedziałek, 9 września 2013

Kamienie i kalosze – no proszę:)

Muszę się pochwalić, że mamy naprawdę śliczną trawę w ogrodzie. Pisałam już jakiś czas temu, że aranżacja całej przestrzeni wokół domu zaplanowana jest na następny rok, w tym jednak posadziliśmy już trawę. Dzięki temu przez całe lato mogliśmy cieszyć się piękną, intensywną zielenią. Większość naszych gości zachwyca się trawą, niektóry nie wierzą nawet, że jest prawdziwa:) Cieszy mnie ten widok za oknem, ale prawda jest taka, że wszystko co piękne, wymaga wkładu pracy, chęci, miłości ... No czegoś wymaga:) I w tym miejscu składam ukłon w kierunku mojego M. Jakże on ciężko pracuje na tym naszym poletku. Bo muszę ze smutkiem wyznać, że rozprzestrzeniło się wokół domu jakieś obrzydlistwo chwastowe, które coraz skuteczniej zagłuszało nasz wypielęgnowany dywan zieleni. Niczym tego nie można było spryskać, by jednocześnie nie wyniszczała trawa, tak więc jedyne co nam pozostało, to....... pielenie na kolanach, centymetr po centymetrze.......W ciągu ostatnich dwóch tygodni tak też upłynął mojemu M. wolny czas. Żeby nie było – nasz ogród - wspólna sprawa, więc dzielnie wzięłam za widelec (tak, tak - najlepiej to chwaścisko wyrywa się widelcem) i stanęłam u boku M. gotowa na walkę z ekspansją zielska. Niestety nasz synek nie wykazał w związku z tym entuzjazmu - szalenie towarzyska z niego dusza i nie pozwolił by zostawić go na dłuższą chwilę samego w łóżeczku:) Jak na złość – chęć na spanie również odeszła malcowi zupełnie. Ale przy pierwszej turze walki uczestniczyłam – przez kilka dni, popołudniu, siedzieliśmy razem na kolanach i usuwaliśmy intruzów. 


Ponieważ w międzyczasie trochę padało i zrobiło się błoto, założyłam (chyba pierwszy raz w tym roku) moje kalosze robotnicze. Widelec w dłoń i do pracy! Potem jeszcze tylko grabienie i koszenie (to ostatnie dzielnie wykonuje wyłącznie M.) Dla mnie to wielka zmiana - jeszcze rok temu chodziłam w ołówkowych sukienkach i szpilkach do biura na czwartym piętrze wielkiego biurowca w centrum stolicy. Teraz na kolanach i w kaloszach grzebię w ziemi, w moim ogródku. Nie powiem, że pielenie to przyjemność. Ale ile radości daje widok końcowy!
Dla równowagi, wieczorkiem, po aktywnościach fizycznych na świeżym powietrzu, postanowiłam zająć się nieco czymś twórczym. Stworzyłam sobie kilka bransoletek z kamieni i srebrnych zawieszek. Wszystkie w kolorach, które obecnie bardzo mi się podobają – śliczne pastele - miętowy, pudrowy róż, mleczno-kremowy, łososiowy.


 
W planach mam jeszcze serię zdecydowanie jesienną – w kolorach burgundu, fuksji, szarości i czerni. Ale i pastele pozostają aktualne w tym sezonie jesiennym. A ponieważ ostatnimi czasy bardzo dobrze wpływają na mój nastrój - postanowiłam, że dom oblekę w dekoracje pastelowo-szare. Pudrowy róż, mięta, wanilia i szarość – to kolory na jasień dla mojego domku. Mam nadzieję, że już wkrótce pokażę Wam efekt tych moich wizji. Póki co – pastelowe jadeity z  zawieszkami. Bardzo przyjemnie je nosić. A te Panie, które zażyczyły sobie po jednej - zapraszam serdecznie w następnym tygodniu w odwiedziny:) Jakieś ciasto upichcę. Lecę kończyć porządki po wczorajszych chrzcinach naszego synka. Góra naczyń czeka na upchnięcie do szafek:)

Pozdrawiam Was ciepło!
SweetVillage

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz