wtorek, 13 sierpnia 2013

Słodkości królują!


Dzisiaj temat kulinarny, bowiem od niedawna zaczęłam zgłębiać tajniki przyrządzania różnego rodzaju ciast czy też lodów. Sama siebie zaskakuję trochę tą nową fascynacją, ponieważ gotować lubię i raczej zawsze lubiłam, ale w skład moich kulinarnych wyczynów nigdy nie wchodziły słodkości. Jakoś tak zawsze się układało, że jak miałam do wyboru przepis na indyka curry i na ciasto ze śliwkami.....zawsze wybierałam to pierwsze. Poprostu strasznie z nas mięsożerne istoty:) Jak to mówi mój M: ”a ja ze wszystkich słodkości najbardziej lubię schabowego:)”.
Co się więc zmieniło? Do końca nie wiem, może to inspiracja moją dobrą koleżanką, która przeszła szaleńczą wręcz metamorfozę - z osoby nie dotykającej w ogóle garnków przeistoczyła się w pichcącą cotygodniowe pyszności kobietę. Przyznam, że pierwsze kęsy ciasta jej autorstwa jadłam dość nieśmiało, obawiając się o swoje kubki smakowe i ewentualne późniejsze dolegliwości żołądkowe. No bo cóż z tego, że mąż owej koleżanki zachwalał, że naprawdę „palce lizać”. "Wiele zniesie w imię miłości” - myślałam, patrząc na niego nieufnie. Ale teraz wiem, że sceptycyzm był nie potrzebny. Ciasta pyszne, nawet M to stwierdził! Spróbowaliśmy raz, drugi, trzeci.... No i masz babo placek – mnie też wzięło! Żeby zachować dozę krytycyzmu wynalazłam sobie nawet prywatnego recenzenta. (M odpadał w przedbiegach - zaślepiony miłością stwierdzał, że nawet mój zakalec jest boski:)). A surowa to osóbka niesłychanie. Na słodkościach zna się, jak mało kto. Jakie nowości pojawiły się na rynku cukierniczym, jakiej firmy czekolada jest najbardziej mleczna, gdzie robią najlepsze ręczne praliny lub nazwy marek słodyczy, które można kupić wyłącznie w Stanach - to wszystko ma w małym paluszku. Umowa jest taka - zawsze kiedy do mnie wpada, serwuję coś słodkiego. Na razie nie jest źle - kilka wizyt za nami i wszystko smakowało! (poza drobną sugestią, że ciut za mało słodkie, ale tym się nie przejmuję, bo recenzentka ma nieprzeciętnie wysoki próg zasłodzenia :)) 
Ostatnio była tarta borówkowa z mascarpone i białą czekoladą. Zauważyłam, że jakoś tak zawsze w okresie letnim dużo tart wychodzi z mojej kuchni – i to zarówno słodkich, jaki i wytrawnych. Ta z borówkami jest super kremowa, ale jednocześnie dość lekka – więc według mnie idealna na gorące, letnie dni. Mam zamiar wyczarować w najbliższym czasie jeszcze kilka podobnych - póki są jeszcze maliny i porzeczki. Polecam Wam również. I koniecznie zaproście znajomych na degustację, bo jak się pichci dla kogoś, to smakuje dwa razy lepiej:)






Pozdrawiam Was ciepło!
SweetVillage

3 komentarze:

  1. już wiem dlaczego miałam czkawkę;) I nieprawdą jest, że nigdy wcześniej nie dotykałam garnków... czasem przestawiałam je w szafkach:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To jednak rozpoznałaś siebie.....:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cóż... zdaje mi się, że nie masz zbyt wielu niegotujących koleżanek, które odkryły w sobie zamiłowanie do wypieków. Poza tym miałam nadzieję, że te miłe słowa o pysznych ciastach dotyczą moich wyrobów:)

      Usuń