sobota, 31 sierpnia 2013

Zatrzymać lato


I tak kończy się lato... niby prawdziwa jesień ma przyjść do nas za kilkanaście dni, dla mnie jednak ostatni dzień sierpnia to ostatni dzień wakacji. Niestety zmiany już czuć – dni są coraz krótsze, a o świcie - powietrze dużo ostrzejsze. Poranna kawa na tarasie już tylko w sweterku, a i on czasem nie wystarcza. Cóż, to nie uniknione i choć uwielbiam naszą polską, złotą jesień – zawsze trochę mi smutno, gdy nadchodzi. Nic na to nie poradzę – jestem bardzo ciepło-lubna :) Słońce zawsze dodaje mi energii i optymizmu. No i ta możliwość wyjścia do ogrodu na bosaka czy położenia się bezpośrednio na trawie...bajka.
Aby jeszcze przez chwilę zatrzymać wakacyjny klimat mam jeden sposób. A w zasadzie dwa – niesamowite olejki do ciała. Marchewkowy olejek Diaderma oraz olejek ze złotymi drobinkami Nuxe. To moje kosmetyczne hity. Używam ich od czerwca a kończę gdzieś w październiku, kiedy jesienna aura wymaga już zakładania płaszczy i grubych swetrów. Olejki nadają skórze pięknego, wakacyjnego wyglądu. Marchewkowego użyłam w tym roku po raz pierwszy. Myślałam o nim już od kilku lat i w sumie nie wiem, czemu zwlekałam z zakupem. Teraz będzie to moja stała pozycja kosmetyczna. Pachnie pięknie – pudrowo, po kilku aplikacjach nadaje ciału takiej ciepłej barwy, a skóra jest jakby uspokojona, znikają wszelkie podrażnienia, zyskuje też na sprężystości. Po zastosowaniu na wieczór, zasypiam otulona jego zapachem z poczuciem relaksu i komfortu. Nie bez znaczenia jest również skład. Brak sztucznych barwników, parabenów, konserwantów jest dla mnie bardzo ważny. A tutaj mamy same dobroczynne dla ciała substancje - olejki roślinne: oliwkowy, migdałowy, krokoszowy, arachidowy, awokado, kukurydziany, sojowy plus wyciągi ziołowe z marchwi, szałwii lekarskiej, oczaru wirgijskiego, rumianku pospolitego, arniki górskiej. Jak dla mnie rewelacja! 


Skład: Olea Europea (Olive) Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Carthamus Tinctorius (Safflower Oil), Archis Hypogea (Peanat) Oil, Zea Mays (Corn) Germ Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Glycine Soja (Soy-bean) Oil, Daucus Carota (Carrot) Extract, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Extract, Salvia Officinalis (Sage) Extract, Ledum Palustre (Labrador Tea) Extract, Benzyl Benzoate, Cinnamyl Alcohol, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool

A z kolei rano witam dzień razem z olejkiem Nuxe. Zaprzyjaźniłam się z nim jakieś 5 lat temu. Najpierw testowałam wersję bez drobinek. Zawsze podchodzę sceptycznie do tego typu wynalazków – brudzą ubrania, a ciało świeci się jak bombka na choince. Ale tutaj obawy były nie potrzebne. Efekt, jaki dają drobinki jest niezwykle elegancki - skóra staje się ozdobiona subtelną, opalizujacą poświatą, jest miękka i nawilżona. I ten zapach! - ja go po prostu uwielbiam, a ponieważ nie jest bardzo intensywny – można spokojnie używać razem z perfumami. Niestety, choć Nuxe reklamuje, że jego produkty są na bazie naturalnych składników, olejek zawiera cztery syntetyczne emolienty :( Ale i tak nie jest źle – mamy tutaj ekstrakt z olejku z dziurawca, olejek z ogórecznika, słodkich migdałów i kamelii oraz witamina E. Pełna nazwa to Huile Prodigieuse OR. Po polsku – cudowny olejek. I taki jest, zdecydowanie.


Skład : Huiles de Bourrache 1%, Amandes Douces 5%, Millepertuis 7% et Camélia 2%, Vitamine E 1%, Cylomethicone, octyldodecanol, caprylic/capric triglyceride, isodecyl neopentanoate, isononyl isononanoate, hypericum perforatum (hypericum perforatum extract), prunus dulcis (sweet almond oil), ethylhexyl methoxycinnamate (octinoxate), camelia oleifera(camellia oleifera extract), borago officinalis (borage seed oil), butyl methoxydibenzoylmethane, parfum (fragrance), tocophenol.

U mnie, dzięki nim słońce zostanie na trochę dłużej. A Wy, jakie macie sposoby na zatrzymanie lata?



Pozdrawiam Was ciepło!

SweetVillage










poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Klimaty portugalskie


Jestem, jestem ... po krótkich, ale udanych wakacjach. Po powrocie zaś musiałam nacieszyć się swoją kochaną rodzinką i domem – a że stęskniłam się bardzo, trochę trwało to moje nie odzywanie się i ..... od paru z Was zdążyło mi się za to oberwać:) Ale to dobrze – znaczy, że wchodzicie, czytacie i interesuje Was:)
Te kilka dni było naprawdę cudownych. Portugalia niezmiennie kojarzy mi się z ciepłym, przesyconym morskim zapachem, powietrzem i jakąś taką dziwną nostalgią, którą noszą w sercach Portugalczycy. Kiedyś moja przyjaciółka, która obecnie mieszka na Algarve, usłyszała od Portugalczyka, że to właśnie łączy jej i jego rodaków – jakaś przedziwna umiejętność kontemplacji przeszłości i poczucie tęsknoty za nią. Wyrazem tych uczuć jest m.in. muzyka fado, która narodziła się w lizbońskiej dzielnicy – Alfamie. Jeśli macie ochotę posłuchać – mała próbka tutaj - to akurat Mariza.
Tym razem jednak nie miałam zbytnio okazji do słuchania fado, bowiem wylądowałam w Albufeirze – centrum turystycznym regionu Algarve. Tutaj wieczorami króluje latynoska muzyka klubowa:) Dla mnie jednak najważniejszy podczas tego wyjazdu był relaks – a to oznacza pyszne jedzenie, pływanie statkiem i codzienne spacery po plaży. A wybrzeże algarwiańskie, muszę przyznać, jest wyjątkowo piękne – z charakterystycznymi klifami w kolorze orchy i turkusowymi wodami.



 







 

No i to pyszne jedzenie – pomimo, że jadłam zdrowo (bo kuchnia portugalska to kuchnia rybna), to o niewyobrażalnie (jak dla mnie) późnych porach i w z decydowanie za dużych ilościach:) Efekty widzę teraz w lustrze, ale to nic - warto było! Takich owoców morza i pysznych grillowanych ryb nie da się upolować w Polsce. Za to uda się (przy odrobinie wysiłku) przyrządzić samemu typowe portugalskie danie - Bacalhau à brás . Jest to danie z dorsza, na którego Portugalczycy podobno mają tyle przepisów, ile dni w roku. Ja zasmakowałam w takiej oto wersji: 


 Bacalhau à brás:
  
SKŁADNIKI:
400 g suszonego dorsza (dostępny w sklepach Kuchnia Świata, ewentualnie można użyć filetów)
0,5 kg ziemniaków
2-3 cebule (zależy od wielkości)
4 łyżki oliwy z oliwek
czarne oliwki (jak widzicie na zdjęciu u nas były akurat zielone - też pasują:))
1-2  ząbki  czosnku 
4 jaja
pietruszka (opcjonalnie)
pieprz

Namoczyć bacalhau dzień wcześniej w wodzie (im dłużej będzie się moczył, tym potrawa będzie mniej słona). Następnie obrać rybę ze skóry i włókien, porwać na malutkie kawałki. Ziemniaki pokroić na cieniutkie paseczki (cieńsze niż na frytki), smażyć na głębokim oleju,aż do uzyskania złotego koloru. W międzyczasie pokroić cebulę i czosnek. Na osobnej patelni rozgrzać oliwę z oliwek, dodać czosnek i cebulę. Kiedy warzywa się zrumienią, dodać rozdrobnioną rybę. Wszystko wymieszać, dołożyć ziemniaki i smażyć około 5 minut. Na koniec wbić jajka i szybko wymieszać, aż do lekkiego ścięcia. Posypać oliwkami oraz pietruszką. My jedliśmy dodatkowo z pomidorami - stwierdzam, że bardzo pasowały:) Polecam, bo serwowałam nawet osobom, które nie przepadają za rybami – i stwierdziły, że danie bardzo dobre:) 


 
Bacalhau à brás

   
Z ciekawostek smakowych, które zupełnie mnie zaskoczyły to podawana, jako przystawka, marchewka z czosnkiem i oliwą. Nowe, jak dla mnie połączenie smaków – okazuje się bardzo popularne tutaj, na wybrzeżu Portugalii.



Marchewka w oliwie z czosnkiem
 Jak wspominałam było bardzo rybnie, ale zupełnym hitem kulinarnym tego wyjazdu okazała się cataplana. Nazwa dania pochodzi od miedzianego garnka, w którym jest podawana. Na czas przygotowywania naczynie spinane jest klamrą, by zachować szczelnosć - to gwarantuje,że potrawa jest aromatyczna i soczysta. Podobno ile gospodyń, tyle przepisów na dobrą cataplanę. Jednak w tej oryginalnej (rybnej, bo jest też wersja mięsna), wywodzącej się z regionu Algarve, zawsze znajdą się białe ryby, krewetki, małże oraz pomidory i ziemniaki. Jest to jedno z najpyszniejszych dań z owocami morza, jakie miałam okazję próbować. Mam tylko nadzieję, że to nie ostatni raz...

 
Grillowana rybka z oliwami i miejscowym chlebem
 
Cataplana z owocami morza


To, co jeszcze uważam, za wyjątkowe w Portugalii to azulejos. W te ceramiczne płytki ozdabiane jest tam po prostu wszystko – elewacje domów, sklepów, kościołów, zamków czy też..... publicznych szaletów. Wiem - nie wszystkim się podobają, (mój M np. uważa, że są wyjątkowo nieestetyczne), ja jednak uwielbiam na nie patrzeć. Kilka lat temu chciałam nawet przywieźć taką mozaikę do kuchni – wyglądałaby cudnie na jednej ze ścian, przy której teraz stoi stół. Niestety – stanowcze veto M zmusiło mnie do rezygnacji z tych zamiarów. Cóż – wystrój naszego domu to kompilacja wspólnych gustów, trzeba więc czasem pójść na kompromis:)








I jeszcze na koniec wrócę do portugalskiej muzyki. Zawsze tak jakoś jest, że podczas wakacji wpadną do głowy melodie, które człowiek nuci jeszcze długo po powrocie. Tak też mam z tymi poniższymi – posłuchajcie, może Wy również nie będziecie mogli przestać nucić:)



Pozdrawiam Was ciepło!

SweetVillage

wtorek, 13 sierpnia 2013

Słodkości królują!


Dzisiaj temat kulinarny, bowiem od niedawna zaczęłam zgłębiać tajniki przyrządzania różnego rodzaju ciast czy też lodów. Sama siebie zaskakuję trochę tą nową fascynacją, ponieważ gotować lubię i raczej zawsze lubiłam, ale w skład moich kulinarnych wyczynów nigdy nie wchodziły słodkości. Jakoś tak zawsze się układało, że jak miałam do wyboru przepis na indyka curry i na ciasto ze śliwkami.....zawsze wybierałam to pierwsze. Poprostu strasznie z nas mięsożerne istoty:) Jak to mówi mój M: ”a ja ze wszystkich słodkości najbardziej lubię schabowego:)”.
Co się więc zmieniło? Do końca nie wiem, może to inspiracja moją dobrą koleżanką, która przeszła szaleńczą wręcz metamorfozę - z osoby nie dotykającej w ogóle garnków przeistoczyła się w pichcącą cotygodniowe pyszności kobietę. Przyznam, że pierwsze kęsy ciasta jej autorstwa jadłam dość nieśmiało, obawiając się o swoje kubki smakowe i ewentualne późniejsze dolegliwości żołądkowe. No bo cóż z tego, że mąż owej koleżanki zachwalał, że naprawdę „palce lizać”. "Wiele zniesie w imię miłości” - myślałam, patrząc na niego nieufnie. Ale teraz wiem, że sceptycyzm był nie potrzebny. Ciasta pyszne, nawet M to stwierdził! Spróbowaliśmy raz, drugi, trzeci.... No i masz babo placek – mnie też wzięło! Żeby zachować dozę krytycyzmu wynalazłam sobie nawet prywatnego recenzenta. (M odpadał w przedbiegach - zaślepiony miłością stwierdzał, że nawet mój zakalec jest boski:)). A surowa to osóbka niesłychanie. Na słodkościach zna się, jak mało kto. Jakie nowości pojawiły się na rynku cukierniczym, jakiej firmy czekolada jest najbardziej mleczna, gdzie robią najlepsze ręczne praliny lub nazwy marek słodyczy, które można kupić wyłącznie w Stanach - to wszystko ma w małym paluszku. Umowa jest taka - zawsze kiedy do mnie wpada, serwuję coś słodkiego. Na razie nie jest źle - kilka wizyt za nami i wszystko smakowało! (poza drobną sugestią, że ciut za mało słodkie, ale tym się nie przejmuję, bo recenzentka ma nieprzeciętnie wysoki próg zasłodzenia :)) 
Ostatnio była tarta borówkowa z mascarpone i białą czekoladą. Zauważyłam, że jakoś tak zawsze w okresie letnim dużo tart wychodzi z mojej kuchni – i to zarówno słodkich, jaki i wytrawnych. Ta z borówkami jest super kremowa, ale jednocześnie dość lekka – więc według mnie idealna na gorące, letnie dni. Mam zamiar wyczarować w najbliższym czasie jeszcze kilka podobnych - póki są jeszcze maliny i porzeczki. Polecam Wam również. I koniecznie zaproście znajomych na degustację, bo jak się pichci dla kogoś, to smakuje dwa razy lepiej:)






Pozdrawiam Was ciepło!
SweetVillage

środa, 7 sierpnia 2013

Sentymentalna renowacja


Upały, upały......a my nie zrażeni postanowiliśmy popracować trochę na świeżym powietrzu. Od kilku miesięcy zabieraliśmy się za renowację naszego starego i zniszczonego (niestety) stołu. Nabytek to nie byle jaki – 60-cio letni, dębowy jegomość pamięta wiele wydarzeń, które miały miejsce w domu rodzinnym mojego taty. Stół bowiem dostałam od ukochanej babci, i choć niektórzy mogliby powiedzieć, że jego czasy już minęły i trzeba „zamienić na lepszy model” – ja traktuję go, jak prawdziwy skarb. Stół, odkąd pamiętam zajmował najważniejsze miejsce w domu babci. To przy nim odbywały się wszystkie święta i inne spotkania rodzinne. Przy nim również babcia opowiadała o swoim życiu. Jej młodość to czasy wojny – pieczenie chleba dla wszystkich sąsiadów z okolicy w zamian za kaszę czy ziemniaki, ukrywanie się w piwnicy przed żołnierzami, codzienne noszenie obiadu dla dziadka, który pod przymusem pracował w zakładach broni......Pamiętam, że za każdym razem patrzyłam na nią z otwartą buzią, nie mogąc uwierzyć, że tyle przeżyła. 
Na tym też stole lądowały wszystkie smakołyki, jakimi nas raczyła. Najbardziej pamiętam piaskowe ciasto kakaowe. Zawsze z bratem walczyliśmy o najlepsze, czyli te zawierające najwięcej masy kakaowej, kawałki. Hmmmm... na samą myśl o tym smaku przypomina mi się dzieciństwo. Kiedy mój synek będzie starszy, opowiem mu o jego prababci, podając na stół pyszne ciasto. Przyznam, że po cichu liczę na to, że on też kiedyś powie - „to smak mojego dzieciństwa”.

Wracając do stołu – postanowiliśmy, że zostanie odnowiony i pobielony, aby pasował do stylu, jaki lubimy. Powiem Wam, że taka praca to świetny relaks i ogromna przyjemność, kiedy widzi się na koniec efekt swojej pracy. Ponieważ niedziela była wyjątkowo upalna – farba wyschła w rekordowym tempie – i już po południu mogliśmy przy herbatce podziwiać nasz nowy - stary mebel.

A oto efekty metamorfozy:





  


 












Pozdrawiam Was ciepło! Lecę zrobić piaskowe ciasto kakaowe :)
SweetVillage










czwartek, 1 sierpnia 2013

Pierwszy raz


Pierwszy mój post ........
Podobno początki są zawsze trudne. Dla mnie jednak początek to również obietnica czegoś dobrego. Dużo ostatnio takich początków w moim życiu.…
Wspólnie z mężem postanowiliśmy zamienić wynajmowane dwa pokoje na przytulny domek. Z hałaśliwej i wiecznie pędzącej stolicy poniosło nas do cichej i spokojnej mieścinki, gdzie teraz mieszkamy. A skoro własny dom, to musi być i ogród! Choć na kwiatach i drzewach nie znałam się wcale, teraz powoli zaczynam odnajdować się w tym świecie i muszę przyznać, że sprawia mi to coraz większą radość. Narazie co prawda znaczną część ogrodu zajęła zwyczajnie trawa, jednak już planuję przyszłoroczne nasadzenia – wiem, że będzie bajecznie:)

Nasze pierwsze drzewko w ogrodzie


...i mirabelki u sąsiada


W tym roku pierwszy też raz zostałam mamą! I wiecie co? Dzięki temu po raz pierwszy tak naprawdę zrozumiałam, co to znaczy być dorosłą osobą. Poczucie odpowiedzialności, już nie tylko za siebie, ale za inną, odrębną istotę, zmienia człowieka na zawsze. No i do tego pewnie domyślacie się, jaki cudowny był pierwszy uśmiech synka czy pierwsze jego spojrzenie mi głęboko w oczy!:)


Zamiana męczącego szumu klaksonowo-tramwajowego na śpiew ptaków i szelest drzew działa cudownie na duszę i paradoksalnie pobudza do działania! Wreszcie mam ochotę i siłę na wyplatanie wianków, pobielanie mebli czy produkcję własnych konfitur. Do tej pory tylko o tym marzyłam, że kiedyś, że może...... I zawsze znalazłam dobre wytłumaczenie, by nic nie zmienić – bo przecież nie mam czasu, bo coś innego trzeba zrobić, bo coś muszę, bo już nie wypada! A teraz wiem, że pasje – to jest to, co nakręca mnie pozytywnie każdego dnia. Jeszcze dodam do tego moją rodzinę i przyjaciół – i mam przepis na pyszne życie. Wy też spróbujcie – gwarantuję, zakalca nie będzie, nawet jeśli robicie to pierwszy raz:) 

A takie mamy teraz widoki :)



Pozdrawiam ciepło!
SweetVillage